Uroczystość Bożego Ciała, czyli Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, obchodzimy w czwartek po niedzieli Trójcy Przenajświętszej. Przyczyną wprowadzenia tej uroczystości do kalendarza świąt kościelnych były objawienia błogosławionej Julianny, augustianki z klasztoru Mont-Cornillon w Belgii. W roku 1317 Papież Jan XXII ogłosił je jako święto obowiązujące. W Polsce ten dzień był zawsze, i jest nadal, bardzo uroczyście obchodzony i uświetniany wspaniałymi procesjami.

Wielu z nas ma na pewno własne wspomnienia tych procesji; przystrojone zielenią domy, barwne korowody ludzi, dziewczynki w nieskazitelnie białych sukienkach sypią pachnące płatki kwiatów, powiewają na wietrze kolorowe sztandary i chorągwie. Całe to bogactwo, cały przepych dla małej okruszynki chleba, którą kapłan niesie pod baldachimem, zamkniętą w złocistej monstrancji. Piękna jest tradycja procesji Bożego Ciała. Jednak jest to przecież tylko oprawa dla jednej z największych tajemnic naszej wiary: Bóg jest obecny pośród nas pod postacią chleba i wina.

Tradycje Gwiazdkowe

Pasterka – czyli Msza św. o północy w noc Bożego Narodzenia i uczestniczenie w niej, najlepiej z całą rodziną – stanowi zasadniczy punkt ciężkości i centralny moment wszystkich zwyczajów powiązanych z obchodami narodzenia Chrystusa. Otwiera ona oktawę liturgicznych obchodów związanych z tajemnicą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Syna Bożego ludzkiej natury i przyjścia na świat.

Od V wieku źródła liturgiczne przekazują nam pierwszy formularz mszalny na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku Rzym zna już tradycje trzech Mszy św.: tzw. „Pasterkę”, Mszę o świcie i Mszę w dzień. Trzy formularze mszalne dla obchodów narodzin Chrystusa zostały przejęte ze zwyczajów liturgii papieskiej. Papież udawał się najpierw o północy do wspaniałej bazyliki dedykowanej macierzyństwu NMP (bazylika S. Maria Maggiore). Istniała tam (już od VI w.) replika groty betlejemskiej w postaci osobnej kaplicy „Oratorium ad praesepe”, dobudowanej do bazyliki.

Następnie papież w dzień Bożego Narodzenia celebrował drugą swoją Mszę św. z osobnym formularzem i to o treści bożonarodzeniowej.

Msza św. celebrowana dziś jako trzecia z kolei, jest historycznie związana z najstarszym formularzem, którego używał papież już od IV wieku w bazylice św. Piotra, o zwykłej wówczas uroczystej porze dnia, czyli o godz. 9 00 .

Początkowo tylko papież, a później także biskupi, mieli prawo w uroczystość Bożego Narodzenia intonować hymn „Chwała na wysokości Bogu”. Kapłanom zezwolono na ten przywilej dopiero w początkach II tysiąclecia.

Zrozumiałe jest, że grota betlejemska, miejsce narodzin Chrystusa, wraz ze znajdującym się tam żłóbkiem, od samego początku była miejscem szczególnego pietyzmu i czci chrześcijan. W IV wieku nad grotą zbudowano Bazylikę Narodzin Chrystusa. W następnym wieku doznała ona znacznych uszkodzeń, ale już około 540 roku została ona odrestaurowana i w swej zasadniczej konstukcji przetrwała nieuszkodzona do dnia dzisiejszego.

Rozpowszechnienie idei budowania i „odtwarzania” żłóbka betlejemskiego w kościołach parafialnych zawdzięczamy duszpasterskiej intuicji św. Franciszka, który zbudował w pobliżu kościoła w Greccio w roku 1223 obszerną szopkę, w której znalazł się nawet miejsce dla osła i dla woła. Szopkę, poza postaciami św. Rodziny stopniowo zaczęli wypełniać pasterze, aniołowie, królowie (ewangelijni magowie), słudzy Heroda i jego dworzanie. Z czasem szopka coraz bardziej się aktualizuje. Świętej Rodzinie towarzyszą przy żłóbku charakterystyczni przedstawiciele danego narodu – np. mieszczanie, chłopi, rzemieślnicy, górale itd. Pierwotnie szopki stawiano i budowano dla celów parafialnych. Przyjmuje się powszechnie, że szopki te zaczęły pojawiać się także w domach prywatnych dopiero od XVIII wieku pod wpływem tzw. (pseudo) reform austriackich Józefa II, który zakazał w swoim cesarstwie prezentowania bożonarodzeniowych przedstawień w budynkach kościelnych.

W Polsce idea szopek sięga XVII wieku. Wśród wielu tradycji polskich szopek, najbardziej znane są tzw. szopki krakowskie, cenione i znane już od XIX wieku. Od roku 1927 istnieje nawet tradycja konkursu na najpiękniejszy jej egzemplarz. Doroczna wystawa tych szopek odbywa się w pobliżu pomnika Adama Mickiewicza na Rynku Krakowskim

Tradycyjnie spożywanie wieczerzy wigilijnej poprzedza dzielenie się białym opłatkiem, czyli bardzo cienkim, przaśnym (niekwaszonym) chlebem. Ten prosty, jakże ludzki, komunikatywny zwyczaj nasycony jest głębpką i wielowymiarową symboliką. Zawarta jest ona najpierw w fakcie „bycia razem”. Skłóceni nie zasiadają przecież razem do jednego stołu. Owszem, owa solidarna wspólnota stołu domaga się wzajemnego zrozumienia, czyli wybaczenia, zgody na wzajemną inność, tchnie życzliwością. Dzieląc się opłatkiem składamy przecież sobie życzenia dobra wszelakiego, zarówno materialnego, jak też duchowego . Dobro materialne symbolizuje materia opłatka – chleb. Oby go nam i naszym bliźnim nigdy nie zabrakło, obyśmy umieli dzielić go z potrzebującymi! Opłatek wigilijny jest dla chrześcijanina przede wszystkim nawiązaniem do potrzeby spożywania Chleba biblijnego, z którym utożsamił się sam Chrystus, czyli do odżywiania się Eucharystycznym chlebem.

Nie ma solidnego studium, które podpowie nam, od kiedy i w jaki sposób utrwaliła się w Polsce tradycja dzielenia się opłatkiem w wieczór wigilijny. Najstarsza wzmianka źródłowa o tej praktyce w polskich rodzinach pochodzi z końca XVIII wieku. Dzisiaj jest to już wyłącznie polski zwyczaj, jak przypomina nam Cyprian Kamil Norwid:

„Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie”.

Niektórzy chcieliby w choince świątecznej odnaleźć ślady „drzewa dobra i zła” z raju, a nawet pewne paralele ze zbawczym drzewem Krzyża z Golgoty. Z pewnością trudny do ustalenia jest fakt, od kiedy zaczęto kojarzyć iglaste drzewko z obchodami Świąt Bożego Narodzenia. Faktem jest, że w wielu kulturach i religiach drzewo, zwłaszcza iglaste, było (i jest) symbolem życia, odradzania się, płodności, trwania.

Oczywiście do samego drzewka dochodziły kolejno różne dodatkowe ozdoby choinkowe, uzasadnione najpierw biblijnymi, a potem innymi motywacjami. W ubiegłym wieku zaczęto na szczycie jodły umieszczać figurę gwiazdy betlejemskiej. W obecności zawieszanych jabłek widziano echo biblijnego jabłka (kuszenia) Adama i Ewy (zastępowane później tzw. rajskimi jabłkami), w papierowych łańcuchach rozpoznawano okowy zniewolenia grzechowego . Oświetlenie choinkowe miałoby wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako „światło na oświecenie pogan”, a żywe, zielone drzewo jodłowe miałoby symbolizować Chrystusa – źródło wszelkiego życia.

W tradycji rodzinnej, w cyklu obrzędowym Bożego Narodzenia wyjątkowe znaczenie ma wieczerza w wieczór wigilijny. Jest ona dzisiaj zjawiskiem powszechnie praktykowanym w Polsce. Urządzają ją nawet ludzie nie związani bezpośrednio z Kościołem katolickim.

Wieczerzę należy rozpoczać z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie. Po odczytaniu perykopy ewangelijnej z tekstem narodzin Chrystusa Pana (najlepiej Łk 2, 1-20), uczestnicy dzieląc się białym opłatkiem, składają sobie życzenia, wybaczają wzajemnie przeszłe urazy. Przy zasiadaniu do stołu pozostawia się czasem wolne nakrycie dla ewentualnego gościa lub też symbolicznie dla Chrystusa obecnego wsród biesiadników.

Były i są różne tradycje dotyczące ilości i zawartości potraw wigilijnych. Najczęściej podaje się najpierw zupę rybną czy migdałową, względnie barszcz, potem grzyby z kapustą, ryby (najczęściej karp w szarym sosie) gotowane lub pieczone kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, itd. Znane są zwyczaje podawania 7, 9 względnie 12 potraw. Po skończonej wieczerzy wigilijnej jest czas na wzajemne obdarowywanie się świątecznymi prezentami oraz na śpiewanie kolęd.

Dzisiaj nazwa „kolędy” kojarzy się przede wszystkim z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej, względnie odwiedzinami duszpasterskimi w tymże okresie, odbywanymi we wszystkich parafiach polskich.

Przypuszcza się, że kolędy polskie powstawały najpierw w środowisku franciszkańskim, zwłaszcza franciszkanów obserwantów. Należy tu jednak przypomnieć, że sam termin „kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII wieku.

Zrozumiałe jest, że kolędy wypełnione były (i są) tematyką nawiązującą do biblijnych opisów narodzin Chrystusa Pana, zwłaszcza do wydarzeń Nocy Betlejemskiej, pokłonu pasterzy, klimatu groty czy stajenki, w której przyszedł na świat Zbawiciel. Stopniowo kolędy zaczęły przypominać inne wydarzenia związane z dziecięctwem Chrystusa: rzeź niemowląt, hołd mędrców (czyli tzw. Trzech Króli), sen św. Józefa (pierwszy i drugi), ucieczkę do Egiptu itd. Z przekazów apokryficznych, do kolęd (a także do żłóbka) „przywędrował” wół i osioł, później dromadery, na których podr óżowali Królowie, itd.

Kolędy bowiem, to nie tylko rzeczowa, biblijna „teologia faktów”, ale to także specyficzny, literacki gatunek śpiewanej teologii, w której jest miejsce na pewne spoufalenie z Bogiem-Chrystusem. Właśnie w kolędach, których ideą powstania było przekazać ubóstwienie człowieka w Jezusie Chrystusie, dokonuje się odwrotny proces – „uczłowieczenie” Boga. Dlatego kolędy są takie „ludzkie”, rodzinne, swojskie, nasze, bliskie.

Dnia 6 stycznia obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Od XV/XVI wieku zachował się zwyczaj poświęcenia w tym dniu złota i kadzidła, a od wieku XVIII – także kredy. W niektórych krajach (również w Polsce) jest zwyczaj, że poświęconą kredą wypisuje się na drzwiach wejściowych do domów katolickich litery K+M+B oraz rok.

Najbardziej popularna teoria na ten temat mówi nam, iż są to inicjały trzech Mędrców ze Wschodu: Kacper, Melchior i Baltazar. Niektórzy natomiast sądzą że jest to skrót na „Christus mansionem benedicat” (Chryste, błogosław to domostwo).

Dawniej w Polsce poświęcanym kadzidłem (żywicą z jałowcem) okadzano domy. Przy końcu obiadu roznoszono ciasto z migdałem. Kto znalazł w swoim kawałku ten przysmak, zostawał „królem migdałowym”. Dzieci chodziły po domach z gwiazdą, otrzymując od gospodyń „szczodraki”, czyli rogale.

W niektórych okolicach Polski czas od Bożego Narodzenia do Trzech Króli uważano tak dalece za święty, że nie wykonywano żadnych ciężkich prac.

Tradycje Wielkanocne

W dzisiejszym, nowoczesnym świecie tak wielu ludzi uważa obrzędy Środy Popielcowej za dziwny, przestarzały zwyczaj; wielu idzie w ten dzień do kościoła tylko z przyzwyczajenia, dla świętego spokoju, nie wiedząc dobrze po co; wielu się oburza, bo jak można dzisiejszego człowieka, który posiada tak wielką wiedzę, zdobycze techniki i nauki utożsamiać z popiołem? Czy nie jest to zbyt upokarzające i pesymistyczne?

Proch jest bardzo irytującym znakiem. Przejmuje drżeniem, ponieważ przypomina nam o umieraniu, o nieuniknionej śmierci, o kruchości człowieczeństwa. Jednak spójrzmy na nasze życie! Czy zawsze jest ono karnawałową sielanką? Czy nie doświadczamy swej znikomości w nudzie dnia powszedniego, w rozczarowaniach, jakie spotykają nas z każdej strony, w monotonii pracy, w cierpieniu, lękach i słabościach? Tę prawdę będziemy słyszeli nieustannie w ciągu naszego życia – nie tylko podczas kościelnego rytuału.

Lecz nie bójmy się – znak krzyża, który ksiądz czyni na naszym czole wskazuje, że jesteśmy nie tylko ludźmi śmierci, ale i zbawienia. Bóg nie zostawił nas samych. On także posypał siebie popiołem. Stał się człowiekiem równym każdemu z nas. Padł swoim obliczem na ziemię, która pochłonęła Jego łzy i krew. Chrystus nie wybawił nas od cielesności i prochu, lecz poprzez ciało i proch. Właśnie tę tajemnicę Kościół chce nam uprzytomnić w Środę Popielcową. Lecz nie zatrzymujmy się tylko na Popielcu, popatrzmy na Wielki Piątek i Wielkanoc, wówczas zrozumiemy tę „dziwną” ceremonię

Czym jest Wielki Post, u którego progu dzisiaj stoimy? Jest to uprzywilejowany czas nawrócenia do Boga i otwarcia na działanie Ducha Świętego; jest to czas przywrócenia Bogu właściwego miejsca w naszej codzienności.

Nie dajmy się zwieść tej nazwie. Wielki Post nie powinien być czasem smutku, przygnębienia i spuszczania głowy. W Kościele jest to czas odnowy, duchowej rekonwalescencji i przebudzenia z uśpienia. Okres ten może stać się źródłem głębokiej radości, jeżeli zależy nam, abyśmy stali się dojrzalszymi ludźmi. Jeśli poszukujemy duchowego wzrostu Wielki Post będzie wspaniałą okazją po temu. Jednak, aby ją dobrze wykorzystać, musimy się najpierw zatrzymać i zastanowić nad sobą. Być może zauważymy u siebie wiele złych nawyków, słabości i niemocy; nie załamujmy wtedy rąk. Jeśli ujrzymy w swoim życiu chaos i zamieszanie – nie obawiajmy się. Chrystus nie przyszedł do uporządkowanych, aby ich poklepać po ramieniu. Przyszedł do ciebie i do mnie, tak często przytłoczonych grzechem i kruchością, lecz pragnących szczęśliwego życia. W tym czasie jest On szczególnie hojny w łaski. Cieszy się, kiedy człowiek budzi się z letargu i rutyny. Dlatego Wielki Post jest również powodem do radości, która często rodzi się w bólu i zmaganiu.

W tym dniu obchodzimy uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy. W Polsce ta niedziela była niegdyś nazywana „Kwietną” lub „Wierzbną”, ponieważ wierzba zastępowała w naszym kraju gałązki palmowe. Polskie kościoły wręcz zakwitały wiązkami wierzbiny, modrzewiu, borowiku. Palmy były święcone w kościele, a następnie obnoszone w uroczystych procesjach. W niektórych regionach Polski, np. na Kurpiach, wciąż jeszcze odbywają się konkursy na najpiękniejsze i największe palmy. Jeden z poetów polskich w ten sposób opisał nastrój Niedzieli Palmowej

Do świątyni gronem wszystkim idą młodzi, idą starzy.

Różdżkę z młodym listkiem idą święcić do ołtarzy.

Boga w mękach, Boga w chwale do swej duszy biorą żywo

I na nutę boleściwą wyśpiewują Gorzkie Żale…

polskie palemkiIstniał także zwyczaj, że kto pierwszy się obudził w tym dniu, mógł wysmagać palmami pozostałych domowników. Poświęconą w kościele palemkę umieszczało się w domu, nad drzwiami lub zatknietą za ramę świętego obrazu, aby strzegła od ognia i piorunów.

Święta Wielkanocne są świętem ruchomym – Wielka Niedziela przypada w pierwszą wiosenna pełnię księżyca. Święta te odbywają się po okresie 6-tygodniowego postu i ciągną się przez szereg kolejnych dni, poczynając od czwartku.

Wielki Czwartek – nazywany jest także świętem kapłanów, ponieważ w tym dniu, w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa. Wszystkim chyba znany jest wielkoczwartkowy obrzęd obmywania nóg dwunastu kapłanom przez biskupa, co jest nawiązaniem do gestu Pana Jezusa, który obmył nogi swoim dwunastu uczniom. Pod koniec Mszy św. w Wielki Czwartek ogołocony zostaje ołtarz, milkną w kościele wszystkie dzwonki (aż do czasu zmartwychwstania), a odzywają się drewniane kołatki, symbolizujące zdradę Judasza.

Wielki Piątek – Droga Krzyżowa w tym dniu to specjalne przeżycie. Przez wszystkie jej stacje towarzyszymy męce Pana. Wreszcie umęczonego Chrystusa składamy do grobu. W Polsce grób Pański miał zawsze bardzo doniosłą rolę. Ubierany przez miejscowe wspólnoty, często obok motywów religijnych przekazywał także motywy narodowe i pro-wyzwoleńcze. Przy grobie stoją często honorowe straże, składające się z młodzieży akademickiej i szkolnej, harcerzy czy nawet wojska. W województwie rzeszowskim do dziś istnieje tradycja tak zwanych „turków” pełniących straż, rzekomo na pamiątkę zwycięstwa pod Wiedniem Polaków-chrześcijan nad Turkami-poganami.

Wielka Sobota – jest to dzień największej żałoby w Kościele. Trwa całodniowa adoracja wiernych przy Grobie zmarłego Jezusa. Przez cały dzień odbywa się święcenie pokarmów. Dawniej w Polsce, we wsiach położonych z dala od kościoła, ludność zapraszała kapłana do domu jednego z gospodarzy, do którego znoszono „święconkę” z całej wsi. Zawartość koszyczka do świecenia jest odmienna w różnych rejonach kraju. W Wielką Sobotę następuje także święcenie wody, ognia i paschału. Dwa przeciwne sobie żywioły, ale jakże niezbędne w naszym życiu.

Niedziela Zmartwychwstania – rozpoczynająca się tradycyjną rezurekcją, podczas której odgrywana jest niekiedy scena z niewiastami i aniołem przy pustym grobie. Dzwonią radośnie dzwony w kościołach, niosąc wieść, że Chrystus zmartwychwstał!

Zwycięsko dziś biją dzwony. Na Rezurekcję

Na Zmartwychwstanie!

Pomimo, że obrzędy rezurekcyjne zostały ujednolicone w XVI wieku, wciąż jeszcze istnieje duża różnica pomiędzy wsią a miastem. Na wsi, głos dzwonów i rozbrzmiewająca pieśń „Wesoły nam dziś dzień nastał” oraz mieszkańcy ubrani w regionalne stroje, czynią tę uroczystość bardziej barwną i żywą. Po rezurekcji wszyscy udają się do domów na świąteczne śniadanie, w skład którego wchodzą przysmaki ze „święconki”. Tak jak w Wigilię dzielilismy się opłatkiem, tak na Wielkanoc dzielimy się święconym jajkiem, składając sobie przy tym wzajemne życzenia zdrowia, pomyślności i przebaczając sobie wzajemne urazy.

W Wielką Sobotę odbywa się uroczyste święcenie pokarmów. Niegdyś księża jeździli do domów wiernych, aby tam poświęcić wszystko jedzenie, które miało być spożywane w czasie Niedzieli Zmartwychwstania. Na przełomie XVIII i XIX wieku jednak zaniechano tego zwyczaju. „Święcone” swymi tradycjami sięga czasów pogańskich, jednak Kościół uświęcił te tradycje, błogosławiąc byt doczesny, aby w ten sposób podkreślić, że „wszystko dla nas i dla naszego Zbawiciela”.

Zawartość koszyczka ze święconką różni się w zależności od rejonu Polski. W jego skład wchodzi jednak zwykle baranek, zrobiony z kłosów zbóż, chleba lub cukru. Ma on symbolizować Baranka-Chrystusa i Jego zwycięstwo. Poza tym każdy chyba koszyczek zawiera kawałek chleba, ponieważ Jezus jest naszym Chlebem Życia, kiełbasę, sól, a także chrzan doprawiony cukrem, który nam przypomina, że gorzka męka Chrystusa została osłodzona cudem zmartwychwstania. Nigdzie oczywiście nie mogło zabraknąć barwnych pisanek, ponieważ jajka są symbolem nowego życia. Warto także wspomnieć o słodkich wypiekach, gdzie główne miejsce zajmują „baby wielkanocne”, a także różnego rodzaju placki i mazurki. Po powrocie z kościoła należało ze święconką trzykrotnie obejść dom dookoła, aby w ten sposób odpędzić złe moce.

Pisanki – nie wiadomo dokładnie, skąd wywodzi się zwyczaj malowania jajek. Jedni twierdzą, że św. Magdalena dowiedziawszy się o zmartwychwstaniu Jezusa pobiegła do domu i zobaczyła, że wszystkie jajka stały się kolorowe. Inna wersja przypisuje to Matce Bożej, która błagając Piłata o darowanie życia Synowi, zaniosła jego dzieciom kolorowe jajka w prezencie.

Malowanie jajek na Wielkanoc, to tradycja wciąż żywa i szeroko rozpowszechniona, chociaż dziś już rzadko zdobi się je w tak kunsztowne i wyszukane wzory, jak dawniej. Barwy pisanek mają swoje symboliczne znaczenie; tak więc fioletowa i niebieska oznacza żałobę i Wielki Post, czerwona – krew Chrystusa przelana na krzyżu za nasze grzechy, a zielona, brązowa i żółta – radość ze zmartwychwstania.

Najłatwiej było zawsze pomalować jajka na jeden kolor (tzw. kraszanki). Używano do tego różnych naturalnych barwników, jak na przykład łupinek z cebuli, kwiatów malwy, kory dębowej lub olszowej. Ornamenty uzyskiwano „pisząc” na nich przed malowaniem roztopionym woskiem (pisanki), aby farba nie pokryła powoskowanych wzorów.

Dawniej wierzono, że jajka posiadają moc magiczną i chronią przed złymi duchami. Często zakopywano je w polu, aby zapewnić sobie dobry urodzaj, lub w kurnikach, aby kury dobrze niosły.

W Niedzielę Wielkanocną młodzież na wsiach polskich wyrusza na tradycyjne „tłuczenie jaj”. Każdy z zawodników trzyma w ręku pisankę i stuka się nią ze swoim sąsiadem. Czyje jajko pęknie najpierw, ten odpada z gry i musi oddać zwycięzcy swoją uszkodzoną pisankę. Wygrywa ten, komu trafi się jajko o szczególnie twardej skorupce i uzbiera najwięcej pisanek, którymi potem obdarza dziewczęta.

W gwarze ludowej zwany „lanym poniedziałkiem”. Początki tego zwyczaju giną w mrokach czasu. Niektórzy twierdzą, że zwyczaj wzajemnego oblewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny pochodzi z Jerozolimy, gdzie przeciwnicy chrześcijaństwa mieli jakoby przy pomocy wody rozpędzać wiernych, zbierających się w celu rozpamiętywania zmartwychwstania Chrystusa. Inni widzą w tym symbol masowego chrztu, obmycia z grzechu i odrodzenia do nowego życia. Jakakolwiek przyczyna – zabawy jest przy tym niemało!

Polewanie wodą dziewcząt oraz smaganie ich po nogach rózgami (śmigus), czy też wręczanie sobie nawzajem podarków (dyngus) straciły już dzisiaj wiele na swym pierwotnym dostojeństwie, lecz są nadal hucznie obchodzone tak na wsiach, jak i w miastach.